Tag Archive : edukacja

HISTORIA JEST NAUCZYCIELKĄ ŻYCIA?

Od Herodota zapisywano dzieje ludzkich czynów. Bohaterskich, wspaniałych, wielkich, ale też tych podłych, złych i przynoszących hańbę i wstyd. Skutki takich działań zawsze były wykorzystywane mniej lub bardziej propagandowo, bo przecież „historię piszą zwycięzcy”, „vae victim”, „kto nie zna swojej historii, ten będzie na nią skazany” etc.

Więcej

Szkoła znów

„Świat jest podtrzymywany oddechem dzieci spieszących do szkoły.”

Ruszyliście znów do szkoły.

Każdemu z Was chcemy życzyć wytrwałości, otwartości i odwagi. Nie będzie to łatwy rok, wbrew szumnym zapowiedziom ministra z przedziałkiem i innych włodarzy, a wbrew analizom naukowców, kroi się kolejny rok „pandemiczny”. Zbyt lekceważąco kolejny raz potraktowano uczniów, bez konsultacji z Wami, bez wysłuchania Waszych uwag, pragnień i potrzeb, wrzucą Was do szkół, które napełniane są coraz bardziej nachalną bigoterią i bałamutnymi obietnicami.

Wiemy, że młodzież da radę wbrew i pomimo, bo jesteście wspaniałymi i odważnymi ludźmi. Walczcie o godność i samodzielność, domagajcie się szacunku, zadawajcie pytania, działajcie i aktywizujcie środowisko. Bez Was szkoła to tylko budynki, to Wy jesteście Szkołą, podstawowym podmiotem.

Życzymy Wam, abyście na swej drodze spotkali świetnych nauczycieli, którzy będą Was inspirować i wspierać.

I na koniec refleksja. Znów szybko minęły wakacje, ***** ***, Kukiza i Konfederację!

GŁOS

W Ramtopach nie brakowało płaskiego gruntu. Problem w tym, że w większości był pionowy.”

Jechałem sobie samochodem, gdy nagle wyłączyła mi się skoczna muzyczka grana przez kapelkę o urzekającej nazwie „Moja umierająca narzeczona”, włączyło się radio i usłyszałem GŁOS. Głos ten był głosem naszego rezolutnego pana ministra od szkół, który po ogólnym wstępie o „zarazie LGBT”, szanowaniu tradycji i innych okrąglutkich niczym koronawirus zdaniach, przeszedł jak walec po nauczycielach, którzy są niewydolni i ogólnie to banda mazgajów, którzy ciągle nie rozumieją skrzydlatych myśli Wielkiego Inkwizytora, by finiszować w swoim hipopotamim stylu i nakreślić wizje powrotu do szkół w roku szkolnym 2021/22.

Czegoż tam nie było, przepiękne semantyczne girlandy zlepione z uspokajaczy i żargonu ministerialnego, okraszone hurraoptymizmem i pomysłami o dociążeniu przeciążonych uczniów, posypane cudownymi receptami na „wsparcie” i danymi o wyszczepieniu nauczycieli, co do których nawet najwięksi dyletanci analiz statystycznych mają spore zastrzeżenia. Ten zestaw słodkich bajęd i pustej gadaniny, która ma przypudrować kompletną indolencję władzy, to ubiegłoroczna powtórka z rozrywki. Rok temu inny mocarz intelektu mający pieczę nad resortem mówił: „Ściany nie zarażają” – okazało się, że jednak jest inaczej. Obecny brnie w te same rejony tylko po to, by winę potem zrzucić na dyrektorów i nauczycieli, że nie zorganizowali i nie przypilnowali. W przepełnionych szkołach, gdzie gniotąca się w zbyt małych salach, kłębiąca się na wąskich korytarzach i powtarzająca zasłyszane z internetów mądrości foliarskie, niechętna jakimkolwiek reżimom młodzież będzie siała wirusem, jak Rydzyk „dobrą nowiną”, potem wsiądzie do autobusów, busów i tramwajów i rozniesie znów „koronkę”. Czy będzie to wina dyrektorów, którzy nie mają gdzie upchnąć podwójnego rocznika? Czy będzie to wina nauczycieli, że nie przewietrzyli Sali, w której 30 uczniów to o 10 za dużo?

Czemu w czołówce jest cytat z Pratchetta? Otóż moim zdaniem tak będzie wyglądać wypłaszczenie od września, jak te płaskie tereny w Ramtopach.

Trzymajcie się!

Grafika: fragment obrazu Ramtopy, Paul Kidby

Wbrew pozorom, Lewica jest dziś bardziej zjednoczona

Organizowany przez Stowarzyszenie Spójnik Festiwal Lewicy w Rzeszowie odbył się w dniach 31.07-1.08 w siedzibie rzeszowskiej Nowej Lewicy. Za nami dwa dni debat, spotkań merytorycznych i integracyjnych. Dyskusje o polityce, sprawach gospodarczych i społecznych. Rozmowy o ochronie środowiska naturalnego i przyszłości edukacji w Polsce, działalności związków zawodowych oraz aktywizmie młodzieży i osób LGBT.

Festiwal Lewicy w Rzeszowie stał się już wspomnieniem: ciekawym formacyjnie, optymistycznym, jakby od niechcenia zaprzeczającym kreowanym przez media konfliktom na Lewicy czy apokaliptycznym wizjom rozpadu formacji. Do Rzeszowa, miasta leżącego w sercu jednego z najbardziej konserwatywnych polskich regionów przyjechali działacze Nowej Lewicy, Lewicy Razem, OPZZ, ZNP, niepartyjne osoby lewicowe, związane organizacjami pozarządowymi, ekolodzy i niezaangażowani politycznie sympatycy lewicy. 

Różnice, które na poziomie Twittera i liberalnych mediów zwiastują ostateczną klęskę formacji lewicowych i rychłe wchłonięcie ich elektoratu  przez jeszcze dość mgliste „lewe skrzydło” Platformy, w bezpośredniej konfrontacji na przyjaznym gruncie, okazują się jedynie interesującym tematem rozmów z pełnym szacunkiem wszystkich na różnorodność poglądów wewnątrz lewicowych środowisk.

To co pomoże Lewicy zawalczyć o przyszłość (klimatyczną, młodych, pracowników, mniejszości, wykluczonych, pozostawionych za burtą), to świadomość tego, że idzie nowe: nowe pokolenie, nowe wyzwania, nowe zagrożenia. Nie będzie powrotu do polityki ciepłej wody w kranie, neoliberalnych paradygmatów, zwasalizowania instytucji (coraz bardziej topniejącemu) autorytetowi Kościoła.

W Rzeszowie tematy dyskusji na panelach toczyły zarówno wokół bieżących problemów (edukacja), zagrożeń przyszłości (ekologia, klimat) zahaczając o przeszłość (kwestie odzyskania lewicowej  historii  i etosu) jak i dotykały najbardziej praktycznych form lewicowej działalności (związki zawodowe, działalność na trudnych terenach). Nagle, tu na dole, na ścianie wschodniej pojawiła się lepsza perspektywa: wiara, że można zbudować szklane domy i świeckie, równościowe państwo niepozostawiające nikogo za burtą. Trzeba ustać i współpracować w ramach różnorodności . 

Nie unikniemy sporów: ani programowych, ani tych o władzę i wpływy, ale warto pamiętać, że więcej nas łączy niż dzieli. Kiedy w czerwcu 2019 powstawało Stowarzyszenie Spójnik, wspólne listy lewicy w wyborach parlamentarnych, a co za tym idzie powrót lewicy do Sejmu było jedynie marzeniem: takim w zasięgu ręki, ale wymagającym trudnej współpracy i dialogu. Dwa lata później mamy trzeci największy klub w polskim parlamencie, a wchodzący w dorosłość wyborcy coraz częściej mają poglądy progresywne i deklarują chęć głosowania na Lewicę. 

Lewica przechodzi obecnie burzliwy okres, jest wiele napięć na górze – ale na dole potrafimy rozmawiać, dyskutować, a potem wspólnie świętować, niezależnie od przynależności partyjnej, frakcyjnej czy jej braku.

Tekst opublikowany pierwotnie w wPunkt, autorstwa Patrycji Pawlak – Kamińskiej.

Czarnkizacja

Nie ma jednego tygodnia, żeby mediów nie obiegły newsy ze zwichrowanego świata krzywogębego i niedogolonego ministra Czarnka oraz jego przydupasów. A to chłopaki wyskoczą z pomysłem, że będą odchudzać dziewczyny, bo grube, a to postanawiają mierzyć stopień ujanopawlenia szkoły, a to Przemo rzuci rubasznym żartem, przy którym dowcipy z wojska to wysoce wysublimowany humor.

Ale pod tą kopułą, przez którą niczym południk Greenwich, przebiega przedziałek, przy którym z pewnością gromada wizażystów wspomagana jest przez ekipę geodetów z teodolitem i innymi przyrządami mierniczymi, otóż tam się dzieją rzeczy dziwne. Facet ma szaloną wizję, w której między słowami przebija się gileadowe przesłanie o odpodmiotowieniu kobiet i rozstrzyganiu za nich ich życia i decyzji. Bo czyż wypowiedzi jego i jego gangu o powrocie na drogę ucnotliwienia, „o właściwe wychowanie kobiet, a mianowicie ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich”, no to jak rozumieć te słowa Skrzydlewskiego, bo ja rozumiem prosto. Panowie ustalają co kobieta winna, a czego nie winna, choć właściwie to kobieta jest winna… bo jest kobietą. Dręczy umysły panów z instytucji, której skrót brzmi jakże symptomatycznie –„MEIN”, wpływa na ich morale, seksualizuje, wytrąca z rytmu i deprawuje.

Kobieto! Twój czas wyboru dobiega końca, to my mężczyźni ustawimy ci życie, udało nam się ograniczyć twój wybór w kwestii aborcji, antykoncepcji, doboru partnerów, uda nam się sformatować twoje myślenie, abyś była posłuszną i cnotliwą białogłową.

Pewnie wiele wyrzeczeń oraz trudu przed tą ekipą i miejmy nadzieję, że indolencja tych geniuszy logistyki, przy których Cory i Trevor to wybitni fachowcy, wyłoży te pomysły na meandrach realizacji. Niestety alarm podniesiony przez opozycję jest słabo słyszalny, a dziwna cisza w szeregach Platformy jest mocno zastanawiająca i irytująca, stąd jedyne, na co możemy liczyć, to nadzieja, że ta banda oprychów wywróci się na własnych sznurowadłach, a ich chore wizje nie wyjdą poza wygłaszanie.

Jednak każda taka próba przesuwania ściany wywołuje u mnie dreszcz, bo – jak pokazały ostatnie lata – to, co wydawało się często nie do zrealizowania, ta ekipa realizowała. Zamykając mój gorzko-kwaśny wywód, nadmienię że coś mi z tyłu głowy podpowiada, że po uchodźcach i LGBT+ nadszedł czas na kobiety. Bo to kobiety dwa razy zatrzęsły rządzącym molochem i wywołały nerwowe reakcje oraz popłoch u władców. Dlatego drogie kobiety – oni zaczynają się szykować na grubą sprawę, czy ich indolencja przeważy nad ich obsesjami?

Zobaczymy, póki co „Si vis pacem, para bellum”.

Zdjęcie: kadr z filmu The Handmaid’s Tale